Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

To nie są wybory moich marzeń

Data dodania: 2016-01-20 22:48

W sobotę, na Kongresie SLD zostanie wybrany przewodniczący SLD. Czarzasty czy Wenderlich? - zastanawiają się delegaci. W wyborach powszechnych członkowie SLD mogli zagłosować na jednego z dziesięciu kandydatów. Podzieliłem ich na doświadczonych pierwszoligowców i młodych drugoligowców. Żaden z kandydatów nie przedstawił w swojej kampanii wizji czy tez, które wzbudziłyby powszechne zainteresowanie i aplauz. Były znane pomysły na wyciągnięcie partii z kryzysu, były pomysły na współpracę na lewicy itp. Ale to wszystko z ust tych doświadczonych kandydatów już padało. Byli oni u władzy i przy ich, może biernym, uczestnictwie ta partia popadała w marazm. Zabrakło mi wśród delegatów zdecydowanego lidera, który wlałby w skołatane serca członków SLD nadzieję na lepsze czasy.
Niezadowoleni młodzi boleją, że przegrał Gawkowski, a przecież jest młody, a takich nam potrzeba. Owszem jest młody, ale ponosi współodpowiedzialność za błędy starej ekipy, w której był. Wielu wiązało z nim nadzieję na otwarcie się SLD na młode pokolenia oraz zjednoczenie lewicy. Z młodym pokoleniem sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, a zjednoczenie lewicy, które miało miejsce w ostatnich wyborach, było projektem budowanym w pośpiechu i chaotycznym. Takiego zjednoczenia członkowie SLD zdecydowanie nie chcą. W ich opinii ostatni alians był nieudany, a jednym z głównych promotorów projektu dobrego, ale źle przeprowadzonego, był sekretarz Gawkowski. Teraz członkowie partii wystawili mu rachunek. Obawiam się, że gdyby Leszek Miller chciał się teraz poddać jakiejś wyborczej weryfikacji, osąd członków SLD mógłby być dla niego bardzo surowy. Wobec braku młodych politycznych brylantów - choć może wśród kandydatów są diamenty do obróbki - wyborcy skazani byli na doświadczonych i znanych. Okazało się, że to Czarzasty i Wenderlich. Rozmawiałem z członkami SLD przed wyborami i w trakcie wyborów. Byli podzieleni w swoich opiniach i zarazem przekonani co do słuszności wyborów swoich kandydatów. Koterie, czy spółdzielnie w tych wyborach nie miały wielkich możliwości zaistnienia. Wyborcy zrażeni wieloma błędami liderów kierowali się własnym rozumem. Starali się wybrać najlepszych z tej stawki kandydatów. Jestem przekonany, że chętnie oddaliby głos na osobę nową, ale dającą nadzieję na wyjście z zapaści. Ale Mesjasz dzisiejszej lewicy jeszcze się nie objawił. Trzeba zatem zbudować sprawny zarząd i zarządzać partią zespołowo, przestać administrować nią, a zacząć uprawiać politykę: na górze i na dole. Jestem w tej kwestii ciągle optymistą, bo nadzieja umiera ostatnia, ale od lidera zależy bardzo, bardzo dużo. Może być grabarzem SLD, albo jego zbawcą.
Takie czasy w SLD nastały.
Czesław Cyrul

Zobacz profil polityka: Czesław Cyrul

Komentarze